wtorek, 20 lutego 2018


"Na ścieżkach złudzeń" Joanna Sykat


Autor: Joanna Sykat
Tytuł: "Na ścieżkach złudzeń"
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 288





Dwie kobiety, dwie matki, dwie żony, a jakże inny obraz rodzin prezentują.

ALDONA - to piękna, zadbana kobieta, która spełnia się w każdej sferze swojego życia. Pracuje zawodowo, jest mężatką i matką. Mogłoby się wydawać, że prowadzi wręcz idealne życie. Jej mąż Sebastian ją uwielbia i wciąż adoruje.. Uwielbia ją, ale..no właśnie... ale syna już nie. Nie poczuwa się do żadnego obowiązku wobec niego i choć Aldona stara się to zrozumieć i zmienić, nic z tego nie wychodzi. 

"Zafiksowana na uczuciu, które łączyło ją z mężem, nie rozumiała tego, że rodzina to nie tylko mężczyzna i kobieta, ale ojciec, matka i dziecko."

Do czego musi dojść by otworzyły się jej oczy?

"Ze wstydem sama przyznawała sama przed sobą, że dopiero niedawno zauważyła ten problem. Wcześniej albo zupełnie go lekceważyła, albo nadawała mu na tyle niską rangę szkodliwości, że nauczyła się nie reagować. Dopiero od niedawna każdy krzyk Sebastiana, każde szarpnięcie dziecka, każde ostrzejsze słowo wzbudzało w niej niechęć, żal i ogromną złość na męża. I na siebie. Za to, że tak długo jej to nie przeszkadzało."


WIOLA - to zmęczona, przytłoczona domowymi obowiązkami kobieta.  Ma męża, który kocha dzieci ponad wszystko i nie szczędzi im uczuć.... uczuć, których brak mu w stosunku do żony. Jest nieszczęśliwa ,a wciąż odgrywana przez nią rola idealnej żony jest dla niej bardzo męczące.

Do czego się posunie, by zaznać trochę szczęścia?

Gdy los w pracy krzyżuje wspólne drogi tych dwóch kobiet, każda z nich błędnie interpretuje życie tej drugiej. Dopiero po czasie zniekształcony obraz swoich rodzin i panujących w nich relacji korygują z rzeczywistością.

Tylko jaka ta rzeczywistość będzie?

"Na ścieżkach złudzeń" to powieść ukazująca przeróżne relacje między ludzkie. Począwszy od relacji między małżonkami i ich dziećmi, a na relacjach między pracownikami skończywszy. Prawdę mówiąc ciężko wywnioskować, które z tych relacji w książce wysuwają się na pierwszy plan. Mnie niemniej jednak, najbardziej zaintrygowała relacja matka - syn, ojciec -syn (pewnie dlatego, że sama mam dzieci). Główna bohaterka uważa się za złą matkę, nie umiejącą stworzyć dobrej więzi z dzieckiem. Wciąż ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Jej mąż natomiast traktuje syna jak powietrze, nie umie go pokochać.

"Aldona pomyślała, że świat jest okrutny i obdziela ludzi jakoś nieszczególnie adekwatnie. Wiola miała dla swoich dzieci ojca, który dałby się za nie pokroić. Ona z kolei zagarnęła całą pulę mężowskiego uczucia, nie pozostawiając nic dla synka."

Aldona w tej sytuacji podejmuje jedyną słuszną decyzję...

"Odkładanie spraw na później w żaden sposób nie służy podejmowaniu dobrych decyzji. Problem, do którego wraca się po jakimś czasie, ma już inny kaliber albo po prostu tak zakłamuje swoją wagę, że człowiek nie jest w stanie jej prawidłowo jej oszacować."

Jeśli chodzi o fabułę powieści, to trzeba powiedzieć, że nie trzyma w napięciu, a wręcz jest stonowana. Co nie znaczy jednak, że jest nudna. Odnoszę wrażenie, że mógłby to być niejako celowy zabieg Autorki. Poruszając się bowiem, powoli, krok po kroku po kolejnych stronach powieści, mamy czas na zastanowienie się nad własnym życiem i relacjach, które sami w nim tworzymy.

Moim zdaniem warto sięgnąć po tę powieść i każdemu ją polecam. Szczególnie rodzicom i tym, którzy wciąż się zastanawiają nad posiadaniem potomstwa.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.



czwartek, 8 lutego 2018


"Drzewa szumiące nadzieją" Edyta Świętek




Autor: Edyta Świętek
Tytuł: "Drzewa szumiące nadzieją"
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 491


"Drzewa szumiące nadzieją" to już trzeci tom nowohuckiej sagi Spacer Aleją Róż, który miałam okazję przeczytać i na który czekałam z niecierpliwością. A to za sprawą ciekawości, jak potoczyły się dalsze losy rozrastającej się rodziny Szymczaków, jak i  za sprawą zaskakującego zakończenie tomu drugiego. Historia Julii nie dawała mi spokoju.

Autorka tym razem w powieści ukazuje nam nowohucką społeczność, a między nimi rodzinę Szymczaków w trudnych czasach, u schyłku lat 50. Robotnicy najmłodszej dzielnicy Krakowa, wychowani w chrześcijańskich tradycjach, podejmują walkę o zgodę na budowę kościoła, na którą sami zbierają pieniądze. Jednak komuchom nie można było wierzyć, gdyż...

"- Nie wierzę! Nie wierzę! To niemożliwe! - Bronek złapał się za głowę- Przecież  mamy już plany świątyni. Krzyż stoi na ziemi, która została przeznaczona na prace budowlane. Dali nam zezwolenie! Była delegacja u samego Gomułki! On nie protestował. Wysłuchał, zrozumiał naszą bolączkę... ."

Kiedy na plac budowy wjeżdżają spychacze, które ukradkiem mają usunąć postawiony tam krzyż, robotnicy podejmują desperacką walkę w jego obronie. 

"-Za naszą wolność! Za wiarę!"

W mieście wówczas dochodzi do krwawych starć z jednostkami Milicji Obywatelskiej wspieranej przez jednostki ZOMO. Do walki stają też mężczyźni z rodziny Szymczaków. 

Kto z bliskich poniesie w tej walce najwyższą cenę?

Ta część sagi poświęcona jest głównie Julii i jej mężowi Wawrzyńcowi, choć o pozostałych z rodzeństwa też jest nie mało. U każdego przybywa potomków, jedynie u Krystyny i Janka nic się nie zmienia w tej kwestii. Po wielu bojach o ich "miłość" i oni znajdują jednak na to rozwiązanie. Cieniem na życiu całej familii kładzie się jednak wciąż chęć pomszczenia śmierci brata przez Edka Marczyka. On to latami obserwuje i czeka na najmniejsze potknięcie najstarszego z rodu. W końcu nadarza się okazja. 

Co się wydarzy?

Muszę przyznać, ze autorka oddała w nasze ręce kolejną część powieści dopracowaną w najmniejszym szczególe. Spacerując Aleją Róż mamy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie i razem z robotnikami Nowej Huty, możemy wsłuchać się w drzewa szumiące "nadzieją" na lepsze czasy.  Wpleciona w to tło historyczne rodzinna opowieść o rozrastającej się rodziny Szymczaków i ich zaskakujących zachowaniach sprawia, że książkę czyta się z czystą przyjemnością. Przekonać się sami. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.




wtorek, 30 stycznia 2018


Beata Majewska "Baśnik" (PRZEDPREMIEROWO)



Autor: Beata Majewska
Tytuł: "Baśnik"
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 31 styczeń 2018 r.
Liczba stron: 344


Chciałoby się rzec, że to znowu kolejna słodka historia o młodzieńczej miłości, takiej z wypiekami na twarzy i motylami w brzuchu. Nic bardziej mylnego. Są opisane objawy, brakuje tylko słowa "młodzieńcza". Bo Basia to kobieta po trzydziestce, z bagażem doświadczeń i rozwodem na karku. A jej partner choć dekadę młodszy, też  tego bagażu życiowego pozbawiony nie jest. Wychowany w bidulu szuka, tego czego nie otrzymał...miłości.

Jaką miłość zaproponuje mu Basia? Partnerską czy jednak matczyną? 

"Nie chcę się tobą dzielić. Może myślisz, że jestem zachłanny, ale nigdy nie zbywało mi ciepła i matczynej miłości. Do tej pory kochała i kocha mnie tylko Miśka, a to za mało, aby nadrobić za moją matkę i inaczej, niż kocha własna kobieta, żona partnerka.Bez tego nigdy nie będę w pełni szczęśliwy. Dlatego, jeśli coś do mnie czujesz, walcz o mnie."

Basia mocno przeżywa niedawny rozwód. Nie potrafi zrozumieć, co zrobiła nie tak, że mąż postanowił po wielu latach odejść do młodszej kobiety. Przecież wybaczała mu zdrady, złe traktowanie, słowa ostre jak brzytwa i..pięść, której czasami używał. Czuła, że poniosła porażkę jako żona i matka, gdyż ich nastoletnia córka postanawia po rozwodzie zamieszkać z ojcem, a nie z nią. 

Jedynie Lilka - przyjaciółka, stawia Basię do pionu, a ta pod jej namową postanawia zająć się zarządzaniem fitness klubem, który pozostawił jej były mąż. Wciąż udoskonala jego działalność i zatrudnia nowych pracowników. Jednym z nich jest właśnie Marcin, który bez opamiętania zakochuje się w swojej szefowej. Basia jednak obawia się związku z młodszym mężczyzną. W końcu jednak zostają parą, ale droga do ich szczęścia jest bardzo wyboista.

"Chyba nie ma sensu, żebyśmy znów sobie obiecywali, że nigdy nie będziemy ukrywać prawdy, kłamać i tłumić swoich uczuć, żeby się wzajemnie chronić. Wybitnie nam to nie wychodzi."

Czy uda im się zaznać szczęścia? 

A co do Karusi...córki Basi, ona też odgrywa tu nie małą rolę. Jej zadziorny charakter, pyskata "morda" i niezwykła jak na wiek dojrzałość sprawiają, że po jednej z kłótni z nią, Basi otwierają się oczy.

"A Ty boisz się być szczęśliwa. Trzęsiesz gaciami na myśl o tym, że ktoś mógłby Cię pokochać, że mogłabyś fajnie żyć. Rozumiesz, geniuszu? Mam w dupie twoją odpowiedzialność. Mam w dupie, że ty chcesz i lubisz być umęczoną matką Polką! Masz być normalna!!!"

"Musisz do cholery coś wybrać! I zrób to z głową, bo na razie kierujesz się wyłącznie pieprzonym matczynym sercem, ale rozumu nie masz za grosz!!!"

"Baśnik" to niezwykła powieść, której fabuła przepleciona jest kartkami wyrwanymi z pamiętnika. Kartkami z "niewypowiedzianymi uczuciami", które miały stać się swoistą terapią dla złamanego serca Basi. I pewnie się stały. Powoli małymi kroczkami, stara się ona walczyć ze swoim wstydem i uprzedzeniami, które w dzisiejszym świecie się pojawiają.
Wiem z własnego doświadczenia jak ciężko jest się przełamać, by opowiedzieć o tym co dzieje się w zaciszu domu, jak wstyd potrafi być paraliżujący, a szczęście...złudne. Znaleźć w tym wszystkim odwagę jest bardzo trudno, ale nie jest to rzeczą niemożliwą. Wciąż można i trzeba szukać szczęścia na własny rachunek.

Wiem też, że strach przed tym co ludzie powiedzą, choćby na związek z dużą różnicą wieku jest przeszkodą w cieszeniu się pełnią szczęścia. Myślę jednak, że bardziej kiedyś stanowiło to przeszkodę, a teraz mniej się to zdarza. Może dlatego, że świat idzie z postępem i  każdemu z nas brakuje "czasu" na własne życie,a co dopiero na interesowanie się czyimś. W moim bliskim otoczeniu też są takie pary, a szczęście w nich wręcz emanuje. Pokonali wszystkich swoją miłością.

Rada: Nie bójmy się być szczęśliwi. Żyjmy dziś, bo wczoraj nie wróci,a jutro może nie nadejść. 

Piszecie się na to???

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Publikat/Książnica.




poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Dwanaście niedokończonych snów" 
 Natasza Socha




Autor: Natasza Socha
Tytuł: "Dwanaście niedokończonych snów"
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 304


Ale miałam piękny sen!!! Oby się spełnił! Tak mówi nieraz wielu z nas. Gorzej jednak gdy, śni nam się coś złego i sny stają się naszym koszmarem na jawie. Wtedy zaczynamy się martwić i szukać ich interpretacji na własną rękę.

Momo  - to dwudziestoośmioletnia kobieta po przejściach. Ma za sobą nieudane małżeństwo i skomplikowane relacje z ojcem, który w dzieciństwie zostawił ją i jej matkę. To wszystko sprawiło, że otoczyła się szczelną skorupą, a jedyną rysą, szczeliną przez którą prześwituje do niej światło i która łączy ją ze światem żywych jest sztuka. To jej oddaje się z zamiłowaniem. Nikt tak jak ona nie potrafi tworzyć "coś" z niczego.

"Każdy z nas ma inny próg odczuwania melancholii po starcie kogoś bliskiego, problem polega na tym, że ciebie ona w ogóle nie dopadła."

Gdy pojawiają się sny Momo nie wie co o nich sądzić i jak je interpretować. Z pomocą przychodzi jej Mila, tajemnicza kobieta pracująca w piekarence. Jej pomoc i dobra rada sprawiają, że Momo stara się wykonać zadania wyznaczone jej przez kolejne dwanaście snów. Zadania - prowadzące do zrozumienia kim jest pojawiający się w jej snach mężczyzna w zielonym swetrze.  Musi jednak pamiętać, że nie ma wiele czasu...

Kim jest osoba, na którą podświadomie czeka?

"Sny łączą się z naszym życiem na jawie. I zawsze próbują nam coś powiedzieć. Niektórzy się z tego śmieją, inni wzruszają ramionami. Ale to nie zmienia faktu, że sen jest nam tak samo potrzebny jak jedzenie, woda i tlen. I to nie tylko dlatego, że ładuje nas jak baterię, ale dlatego, że do nas mówi. Dziubie palcem. Poklepuje po ramieniu."

Sny sprawiają, że Momo zaczyna tracić czujność i wpuszczać do swojego świata inne osoby. Trzpiotowata ciotka Rebeka i sąsiad Seweryn są na dobrej drodze, by jej w tym pomóc.

"Ale człowiek nie rodzi się po to, by cały czas odwracać się do innych plecami. W końcu będzie musiał kogoś chwycić za rękę na nieco dłużej niż tylko moment przejścia przez ulicę."

"Dwanaście niedokończonych snów" to przepiękna opowieść, pełna ciepła i magii. Magii - która udziela się nam szczególnie w okolicach świąt Bożego Narodzenia i w takim okresie umieszczona jest fabuła tej powieści. Przecież to przedświąteczny czas zmusza nas do rozważań i rozmyślań na temat naszego życia i tego, czego od niego jeszcze oczekujemy. Rozmyślania te natomiast przekładają się na nasze sny. To sny są naszym drugim życiem. Widzimy w nich to, czego naprawdę pragniemy. I tak jest w przypadku głównej bohaterki. Sny stają się "ucieleśnieniem" tego, czego jej podświadomie brakuje w życiu. Myślę, że po tej lekturze nie jeden z Was będzie wstanie sobie uświadomić jaką moc mają sny i jak są potrzebne. Gorąco polecam!

PS Każdemu z nas, życzę takiej ciotki Rebeki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

piątek, 5 stycznia 2018


Wanda Szymanowska "Zaina"




Autor: Wanda Szymanowska
Tytuł: "Zaina"
Wydawnictwo: Literackie Białe Pióro
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 52


Zaina - imię znaczące w języku arabskim tyle co Piękna. Tak, to dziewczynka pochodząca z Syrii a odnośnik jej imienia adekwatny jest zarówno do jej wyglądu zewnętrznego jak i jej wnętrza.

Poznajemy Zainę w trudnym okresie jej życia, gdy wraz z rodziną- matką pochodzenia polskiego i ojcem pochodzenia syryjskiego, przeprowadza się do kraju jej matki i próbuje budować tu swój świat na nowo. Nie jest to łatwe, gdyż w szkole do której uczęszcza, spotyka się z nietolerancją, wyzwiskami i brakiem akceptacji szczególnie ze strony jednej z koleżanek - Jadzi. Tylko Wojtek jest jej sprzymierzeńcem.

"- Czemu ty jej tak nie lubisz? Przecież nic ci nie zrobiła - Wojtek zagadnął Jadzię, która próbowała podłożyć nogę koleżance.
- Bo jest czarna! - odpowiedziała Jadzia."

Co musi się wydarzyć by Jadzia, zaakceptowała "inność" koleżanki? Czy jest to możliwe?

"Zaina" to niewielka objętościowo książka, ale głęboka w swojej wymowie i z istotnym przesłaniem. Przesłaniem mówiące, że "inność" nie oznacza czegoś złego, czegoś gorszego. Każdy z nas bowiem różni się charakterem, sposobem bycia, czy też wyglądem, ale przez to nie możemy dzielić ludzi na lepszych i gorszych.

Uważam, że powinien przeczytać ją każdy, a szczególnie młodzież szkolna i rodzice. Myślę, że jej treść może stać się doskonałym punktem wyjścia do dyskusji z dziećmi i młodzieżą dla nauczycieli, pedagogów, wychowawców na temat tolerancji, poszanowania innych osób, ich kultury i tradycji, równości każdego człowieka w społeczeństwie. Moim zdaniem książka zwraca także uwagę na to jak wielka jest rola rodziców w kształtowaniu osobowości i charakteru młodego człowieka.

Książka ta wzbudziła we mnie wiele skrajnych emocji, począwszy przez złość a na wzruszeniu kończywszy. Nie mniej jednak jestem zadowolona, że mogłam ją przeczytać, za co dziękuję Autorce.

Nie ukrywam przemyślenia wciąż trwają...i trwać będą.

wtorek, 2 stycznia 2018


Adelina Tulińska "Oddech wschodu" (Przedpremierowo)



Autor: Adelina Tulińska
Tytuł: "Oddech wschodu"
Wydawnictwo: Bibliotek
Rok wydania: 12 stycznia 2018
Liczba stron:380


Powiało chłodem (tak dawno temu to było)  od czasu, gdy czytałam pierwszą część powieści o Laurze i jej losach. Niemniej jednak historia ta wciąż jest we mnie żywa. Być może to wszystko za sprawą tego, że potrzebowałam przenieść się w ten inny wymiar. Ten fikcyjny świat mnie pochłonął i z wirem wodnym zabrał mnie z powrotem na wyspę Frisord. Hmm, a powiadają, że ona jest nie do odnalezienia?


Po ceremonii "przejścia" główna bohaterka z niezwykłymi zdolnościami aquariańskimi wraca do Polski i czeka niecierpliwie na jakikolwiek znak od swojego ukochanego Gabriela, który jako następca rodu Seihal musi zmierzyć się z zagrożeniem czyhającym na jego bliskich. Ktoś szykuje na nich atak. Tylko kto? Czy zdrajca jest wśród nich? Z braku odpowiedzi i zainteresowania jej osobą (tak to odbiera) Laura postanawia rozstać się z ukochanym. Los jest jednak przewrotny i nie daje jej odetchnąć i zapomnieć o swoim przeznaczeniu. Wysłani na nią zabójcy sprawiają, że Laura musi uciekać. Nie wie jednak komu może ufać a komu nie. Czy brat Gabriela - Zagiel po zdradzie swoich zostanie jej sojusznikiem? Podczas spotkania towarzyskiego z przyjaciółmi Laura poznaje dwóch mężczyzn-Dymitra i Anatolija, którzy udzielają jej schronienia, dbają o nią i uczą walki. Tylko czy książę Katyryku Dymitr robi to bezinteresownie? Raczej nie. On ma jeden cel...

"Cierpienie to najlepsza podwalina do budowania potęgi"

W dodatkowym wątku poznajemy Olle-siostrę Gabriela, która wraz z tropicielami Remkiem i Lijamem stara się wyjaśnić tajemnice zaginięć a raczej utonięć wielu osób. Kto za tym stoi? Czyżby inni Aquarianie?


"Oddech wschodu" to książka od początku do końca owiana tajemnicami i zagadkami, których rozwiązywanie dla niejednego z Was może stać się  nie lada gratką. Dodatkowo "mieszanka" świata realnego i fantastycznego, jest niebywałym majstersztykiem. Przypuszczam, że każdy w dzieciństwie marzył o posiadaniu nadludzkich umiejętności, którymi zostali obdarzeni bohaterzy powieści i niejako my sami. Tak, tak nie dziwcie się, książka jest tak niesamowita, że pozwoli Wam każdą przygodę poczuć na własnej skórze. Jak wir wodny porwie Was w najgłębsze obszary waszej wyobraźni a jak już  wciągnie to nie...wypuści. Ja tak miałam. A Wy sprawdźcie sami!Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.


niedziela, 17 grudnia 2017


Sandra Borowiecka "Przypadki Agaty W"




Autor: Sandra Borowiecka
Tytuł: "Przypadki Agaty W"
Wydawnictwo:Szpalta
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 235


Niby nic a tak to się zaczęło, niby nic zwyczajny...przypadek. A jednak nie! Agata, młoda kobieta zmęczona życiem i ciągłą walką o nie, postanawia popełnić samobójstwo. Już wszystko zaplanowała, już nawet tego "dokonała", a jednak wciąż żyje. Próba nie powiodła się, a udzielający jej pomocy Francuz pan Perdiaux -terapeuta z zawodu postanawia wyciągnąć do niej pomocną dłoń. W trakcie nietypowej terapii , zdiagnozowawszy u niej nerwicę i depresję, pomaga odnaleźć jej w sobie Agape, tą najwyższą formę miłości.

"A więc istnieją trzy formy miłości, Agape o którą zapytałaś, Eros i Filos. Według wierzeń starogreckich, aby człowiek żył pełnią życia, musi spełnić kolejno ofiarę każdej z nich. Agape to miłość do życia, spełnienia, pasja, wiara i nadzieja. Eros to miłość w związku, ogień, namiętność między dwojgiem ludzi. Filos, to prawdziwie głęboki związek między dwojgiem ludzi, w którym namiętność przeradza się w szacunek, a ogień w domowe ognisko, do którego należy dokładać drewna".




Nie czarujmy się, życie Agaty od samego początku nie było takie jak być powinno, a te zaburzenia  miały początek jeszcze w dziecięcych latach. Nieudane dzieciństwo, bicie i znęcanie psychiczne przez ojca, molestowanie przez najbliższą osobę, brak porozumienia z matką, brak perspektyw zawodowych i ciągnące się za nią długi, aż w końcu miłość ulokowana tam gdzie nie trzeba. To wszystko miało duży wpływ na chęć targnięcia się na swoje życie.

I choć wydawać by się mogło, że nie ma już dla niej ratunku, że zaprzepaściła swoje życie, to pojawia się to światełko w tunelu dzięki któremu jej życie wskakuje na inny tor. W niewielkich odstępach czasu zaczyna odkrywać w sobie chęć życia i zmian na lepsze. Od tego czasu cieszą ją małe rzeczy, wraca wiara i nadzieja, a Agape zaczyna się urzeczywistniać. Przestaje ochraniać już dwie kobiety (matkę), i poświęcać przy tym siebie. Nawet szuka innych form miłości,  analizując czy ktoś od jej ciała woli akurat duszę.

Czy jej się to udaje? Czy jest w stanie pokonać wszystkie drzemiące w niej demony?

Dzisiejszy świat wciąż pędzi do przodu. Nie mamy czasu na to, aby się zatrzymać i spokojnie przeanalizować minione chwilę. Faktem jest, że wielu ludzi woli o tych chwilach nie pamiętać, gdyż trauma dzieciństwa ciągnie się za nimi latami. Niejako determinuje to ich wybory i sposób życia w dorosłości.  Warto jednak pamiętać, że tak nie musi być, warto  o tym rozmawiać i szukać pomocy. Warto - bo życie mamy tylko jedno.

Analizując swoje dzieciństwo muszę stwierdzić, że nie mam z niego traumy, choć... oddźwięk pewnych zachowań z tego okresu jest u mnie widoczny, co uświadomiła mi to niedawno temu pewna osoba. Nie martwcie się jednak. Idzie się z tym uporać. 

Książka Sandry trafiła na podatny grunt. Kiedy zaczęłam ją czytać byłam w trudnym okresie życia (w zasadzie wciąż jestem).Każdy przypadek Agaty brałam do siebie i rozgryzałam na wiele sposobów. Nie, nie - nie chodzi swojako o mnie a raczej o moje dzieci. Nie chciałam aby one miały traumę z dzieciństwa. Dlatego DAłAM GŁOS i z podniesioną głową postanowiłam przerwać milczenie. Nie było łatwo, ale było warto.

Kiedy ruszyła akcja społeczna Autorki "książka za #agape", której przesłanie jest dość wyjątkowo istotne, bardzo się ucieszyłam.
"Zwłaszcza teraz w obliczu rosnącej w społeczeństwie fali agresji, niezadowolenia z życia i nieumiejętności radzenia sobie z kłopotami w życiu zawodowym i osobistym, warto pokazać, że bycie dobrym się opłaca. I odpłaca. Nie tylko od święta."  

Czas pokazał kto jest moim przyjacielem i na kogo mogę liczyć. Część z takich osób się wykruszyła, gdyż śmiałam powiedzieć o tym na co się nie godzę. Pojawiły się także nowe osoby, dzięki którym uwierzyłam w lepsze jutro. A motto akcji stało się moją tarczą obronną.

"Kochaj Siebie i szanuj, bo innego Ciebie nie ma na całym świecie. W Twoich żyłach płynie Agape. Pamiętaj, że siła dobra, zawsze wraca".

W ostatnim zdaniu chylę czoła przed Sandrą za to, że umiała o trudnych sprawach pisać w łatwy i przystępny sposób, używając przy tym niebanalnego języka (niektóre teksty "wymiatają").

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.